Sesja ślubna w Norwegii – wyprawa na Trolltungę

Sesja ślubna w Norwegii – Trolltunga

Norwegia jest niesamowita. Najchętniej wszystkie plenery wykonywałbym właśnie tam. Wcześniej miałem okazję odwiedzić takie miejsca jak Lofoty i Preikestolen, lecz Trolltunga jest czymś wyjątkowym i trudnym do zdobycia, przez co bardzo chciałem wykonać tam sesję. Widziałem jakieś pojedyncze zdjęcia z tego miejsca, ale żadnej “historii”. Lubię i staram się robić coś innego niż wszyscy.

Ciekawe miejsca na sesję ślubną za granicą

Pomysł przekazałem Parze bodajże w marcu bieżącego roku. Pierwsza reakcja Zosi była taka: “Wow, ale czad, ale nie, nie… ja tam nie stanę!”. Po jakimś czasie Zosia jednak się odezwała i powiedziała, że jeżeli mają robić sesję, to taką, która będzie wyjątkowa. Termin ustaliliśmy około miesiąca przed planowanym wylotem. Zaczęliśmy pytać znajomych jaki sprzęt powinniśmy zabrać i dzięki ich pomocy skompletowaliśmy wszystko co potrzeba. Zaplanowaliśmy też mniej więcej jak spędzimy te dni, wiec można przyjąć, że plan był nawet na 120%, w tym 20% planu B, gdyby coś poszło nie tak.

Sesja ślubna za granicą – jak się przygotować?

Rozpoczęcie pieszej wyprawy zaplanowaliśmy na najbliższy poranek po przylocie, lecz pogoda zweryfikowała nasze zamiary. Postanowiliśmy przeczekać, wykorzystując te dodatkowe 20% naszego planu. Wieczorem, gdy większość wędrowców już wracała, my zdecydowaliśmy się iść do góry. Jeden z turystów ostrzegł nas przed ekstremalnie trudnymi warunkami. Popatrzyłem z lekkim przerażeniem na Jarka i Zosię, bo bałem się przede wszystkim o nich, ale Młodzi stwierdzili, że “jak nie damy rady to rozbijemy namiot, a jak nie będzie gdzie, to wtedy zawrócimy”.

Zagrożenia podczas wyprawy na Trolltungę

Pierwsza “atrakcja” miała miejsce, kiedy musieliśmy przejść przez rzekę, gdyż po całodniowej ulewie, po prostu nie było innego wyjścia. Straciliśmy około 1,5 godziny szukając ścieżki, której nie da się zgubić… Powoli nastawał zmrok. Wszędzie było bardzo mokro i ślisko. W pewnym momencie Zosia upadła na kamienie – zamarliśmy. Na szczęście twarz cała, ale kolano mocno zbite. Panna Młoda otrzepała się jednak i powiedziała: “Dobra panowie, idziemy dalej, nic mi nie jest”. Jest niesamowita.

Nastała 3:30 rano, byliśmy wykończeni, a przez intensywną mgłę nie było nic widać. Naglę wyłonił się sławny Język Trolla. My i natura. Nieprawdopodobne uczucie. Warunki jednak były bardzo złe – rozbiliśmy namioty, weszliśmy do środka i czekaliśmy słuchając spadających kropel deszczu. Oczy same się zamykały, dlatego nastawiałem budzik co 15-20 min, aby sprawdzać warunki pogodowe. Poprawiły się one dopiero około godziny 9 rano, więc zaczęliśmy przygotowania i samą sesję. Trwała może 20 min... Koło godziny 18 zrobiliśmy jeszcze dosłownie 5 zdjęć, z czego jedno (ostatnie) zostało wybrane do wspomnianej kolekcji 50 najlepszych z całego świata.

Jak spakować suknie ślubną na sesję zdjęciową?

Każdy z nas miał spory plecak po około 10-15 kg, z żywnością, namiotami i ubraniami. Zosia jest również bardzo zdolną stylistką, przez co potrafiła zadbać o stroje i odpowiednio zabezpieczyć je przed transportem.

Leave a Reply