Fiji Elopement

Sesja ślubna na bezludnej wyspie Fiji

Gdzie lecieć na podróż poślubną?

W tamtym roku i ja wyszłam za mąż. Jak już wspominałam, wybór był dla mnie prosty o ile nie prostszy niż wcześniej. Przez cały czas podglądałam jego prace i wiedziałam, że jak fotograf to tylko Paweł. Niestety, życie trochę inaczej nas pokierowało i nie był on dostępny w tym terminie. Przyznam, że było mi smutno, bo o ile nie miałam pomysłu, gdzie zrobić wesele i jaką sukienkę założyć, to dokładnie wiedziałam którego fotografa chcę. Nie miałam pojęcia co mam zrobić, kogo wybrać. Paweł polecił mi kogo mogę wybrać i uzgodniliśmy, że skoro nie może być na ślubie to zrobi nam sesje ślubną w plenerze. I tak zaczęła się droga, która zaprowadziła mnie i mojego męża kilkanaście tysięcy kilometrów od domu, droga do przeżycia rewelacyjnej przygody.

Podróż poślubna na drugą stronę świata – Fiji

Dokładnie nie pamiętam kiedy ten pomysł się pojawił, ale był to na początku zupełnie szalony pomysł. I kuszący! Opowiedział mi o swoich planach, o chęci wyjazdu do Sydney na kilka miesięcy, o tym że poważnie się na to przygotowuje i zapytał, czy nie mielibyśmy ochoty na sesję plenerową… na Fiji. Ten pomysł wydał mi się tak samo niesamowity, jak prawie nierealny. Fiji. Gdzie to jest? Kiedy? Jak? Nasunęło się oczywiście tysiąc pytań. Spotkaliśmy się, wstępnie omówiliśmy co i jak i pomysł powoli zaczął wchodzić w życie. Dzięki pomysłowi Pawła, przeżyliśmy w kwietniu tego roku, jak dotąd najlepszą podróż naszego życia. Dodajmy, podróż poślubną. Od spotkania w Krakowie na kawie, kiedy luźno rozmawialiśmy o wyjeździe doszło do spotkania pod Operą w Sydney, a następnie już siedzieliśmy w samolocie linii Fiji Airways, zmierzającym w oczywistym kierunku.

Sesja ślubna podczas podróży poślubnej

Paweł to typ perfekcjonisty, o czym właśnie się najbardziej przekonałam podczas sesji na Fiji. Gdy już znaleźliśmy się w raju, czuł na sobie dużą presję zrobienia tak dobrych zdjęć, że gdy coś nie szło jak powinno (np. pojawiła się nieplanowa, ogromna, tropikalna ulewa) odczuwał stres. Po prostu bardzo poważnie traktuje swoją pracę i podchodzi do niej odpowiedzialnie. On żyje fotografią, żyje swoją pasją i niesamowicie się poświęca temu co robi. Czasami na wykonanie jednego kadru przygotowuje się 20 – 30 min, np. żeby zrobić jedno zdjęcie z wody. Najpierw przygotować odpowiednio sprzęt, potem siebie a potem w tej wodzie złapać „to”. Po czym jednak chce zmienić obiektyw i wszystko od nowa. Mieliśmy też  możliwość zrobienia zdjęć na wyspie, na której był kręcony film „Cast Away”. To było jedno z najbardziej niesamowitych przeżyć. Piękna, nieduża, ale dzika wyspa. Po sesji tam, stwierdziłam, że praca fotografa jest na pewno bardzo przyjemna, ale i ciężka. Było niesamowicie gorąco, a Paweł biegał z jednego brzegu na drugi, z góry na dół, żeby złapać po jednym ale naprawdę dobrym ujęciu. Pot lał się mu nawet z uszu ☺ Jest bardzo wymagający, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Potrafi rozluźnić sytuację, potrafi świetnie nakierować i wie czego chce. Przede wszystkim traktuje każdą parę indywidualnie. Takie było moje wrażenie. Pełen profesjonalizm. Jego zdjęcia wyróżnia niesamowite poczucie przestrzeni, piękna kolorystyka, staranność, specyficzny, nostalgiczny klimat i to spojrzenie na każdego w wyjątkowy sposób. Każde zdjęcie niesie ze sobą ładunek emocjonalny.

Pawła nie interesują półśrodki. Jak się uczyć to od najlepszych na drugim końcu świata, jak robić zdjęcia to tylko dobre albo w ogóle. Jest ambitnym, utalentowanym i zabawnym perfekcjonistą, który z dużą wrażliwością patrzy na otaczający go świat i ludzi. Cóż z takiej mieszanki cech może być tylko dobry skutek.

Gdybym miałam polecić fotografa, to chyba jest już jasne, kogo poleciłabym z całego serca ☺

Leave a Reply